Wychodzi
na to, że moja mama miała siostrę, obie były zakonnicami i jedna
z nich nie przeżyła boskiej służby. Być może mam zakonnictwo we
krwi, dlatego się tu schowałam. Innego powodu nie potrafiłam
znaleźć, chociaż myślałam nad tym przez cały tydzień podczas
modlitw, na które zaczęłam uczęszczać regularnie ku zdziwieniu
Matki Przełożonej. Obsesyjnie myślałam o tym także podczas
posiłków, przed snem i próbując zgubić ojca Rodriga za każdym
razem, gdy poczułam jego odrażajacą prezencję za swoimi plecami.
Dlaczego
tu jestem? Dlaczego zdecydowałam się schować właśnie w tym
klasztorze? Słyszałam o nim gdzieś wcześniej? Wydawało mi się,
że był to mój pomysł, ale czy faktycznie tak było? A może ktoś
zdecydował za mnie? Ktoś kto mąci mi bezustannie w głowie i
zaplątuje myśli i wspomnienia w taki sposób, że nie potrafię
ocenić czy są prawdziwe i czy faktycznie należą do mnie.
Głosy,
chociaż słabe, robią się niespokojne i z coraz większą
niecierpliwością napierają na moją świadomość, która broni
się jak może, ale i tak widzę przed oczami czarne plamy, za każdym
razem, gdy we mnie uderzają. Przybierają coraz to inne kształty. Wiją się przed
moimi oczami niczym czarne węże, szepczą, że nie powinnam się im
opierać, że niedługo wszystko się skończy, że chcą mi jedynie
pomóc…
Skórę na rękach miałam zdrapaną niemal do krwi, w płucach czułam przeraźliwe zimno. Przez chwilę nic nie wiedziałam, jakbym oślepła. Byłam tak zdezorientowana, że zrobiłam jedyną racjonalną w tamtej chwili rzecz. Zaczęłam krzyczeć.
Krzyczałam aż ochrypłam. Na głosy, aby dały mi spokój, na
matkę, aby przyszła mnie stąd zabrać, na siostry, aby mnie
uratowały, a w powietrzu przed sobą widziałam jedynie białe kłęby pary,
chociaż był środek lata. Nie pamiętam kiedy upadłam na kolana,
ale w pewnym momencie zorientowałam się, że jestem w krypcie. Tej
krypcie, która zawsze jest owinięta grubym łańcuchem i zamknięta
na kłódkę, którą trzymałam w zadrapanej dłoni.
Krypta była pusta. Poza zwłokami, oczywiście. Chyba już wiecie, ze tam gdzie jestem ja muszą być też jakieś zwłoki. Było to rozkładające się ciało młodej kobiety. Ręce mi się trzęsły, gdy wygrzebałam z fałd jej brudnego, poszarpanego habitu medalion, taki sam jak ten, który miałam na szyi, z wygrawerowanymi inicjałami: MP. Maria Pena. Maria. Tak nazywała sie moja matka, która powinna być pochowana obok Anastazji na cmentarzu w Madrycie.
Nie pamiętam jak długo klęczałam przy trupie mojej... ciotki? Matki? Prababki? Pani Mikołaj? Kto to wie? Kiedy wracałam do mojego pokoju zaczynało świtać, a pierwsze promienie słońca otulały ciepłem moje podrapane ręce i skostniałą twarz. Miałam nadzieje, że nikt mnie nie zobaczy, bo trudno byłoby mi wymyślić jakieś godne kłamstwo w moim rozdygotanym stanie.
Krypta była pusta. Poza zwłokami, oczywiście. Chyba już wiecie, ze tam gdzie jestem ja muszą być też jakieś zwłoki. Było to rozkładające się ciało młodej kobiety. Ręce mi się trzęsły, gdy wygrzebałam z fałd jej brudnego, poszarpanego habitu medalion, taki sam jak ten, który miałam na szyi, z wygrawerowanymi inicjałami: MP. Maria Pena. Maria. Tak nazywała sie moja matka, która powinna być pochowana obok Anastazji na cmentarzu w Madrycie.
Nie pamiętam jak długo klęczałam przy trupie mojej... ciotki? Matki? Prababki? Pani Mikołaj? Kto to wie? Kiedy wracałam do mojego pokoju zaczynało świtać, a pierwsze promienie słońca otulały ciepłem moje podrapane ręce i skostniałą twarz. Miałam nadzieje, że nikt mnie nie zobaczy, bo trudno byłoby mi wymyślić jakieś godne kłamstwo w moim rozdygotanym stanie.
Kiedy się umyłam i trochę uspokoiłam zdałam sobie sprawę, że głosy
znowu ucichły, jednakze tym razem pamiętałam to, co się wydarzyło, a
zamęt jaki panował w mojej głowie powoli zaczął się rozjaśniać.

https://steemit.com/aswcontest/@roxy-cat/abandoned-shit-weekly-contest-16-or-or-creepy-abandoned-grave
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz