niedziela, 27 października 2019

Los murmullos


Estoy sentada en mi escritorio, mirando una vela. Sí, todavía usamos velas, aunque podría pedir una lámpara, pero la vela me parece más íntima y más familiar. Le da carácter a mi pequeño refugio. Una cosita tan insignificante pero levantaría inmediatamente las sospechas de mi madre. Diría que estoy loca y que este es otro síntoma de mi "anormalidad". De hecho, el día que tiró mi candelabro a la basura fue el primer dia que descifré los murmullos.
Antes habían estado tan silenciosos que apenas podía entenderlos. Casi me di por vencida después de esforzarme tanto por escuchar lo que decían, pero entonces, al regresar de la escuela, vi mi candelabro tirado en la basura y por un momento no podia oir absolutamente nada. La riña que tuvimos con mi madre fue tan fuerte que hasta los vecinos la escucharon. Las palabras de mi madre todavía resonaban en mis oídos, pero al mismo tiempo los murmullos se intensificaron hasta que finalmente los entendí.
Tal vez si no fuera por ellos, no estaría aquí, aunque sigo pensando que lo que sucedió después era inevitable. Mi madre nunca me quería mucho. Siempre prefería a mi hermanita. Al menos ella era normal. Era una  estudiante excelente y tenía la voz de un ángel. Al final, toda esta normalidad no la ayudó mucho.
La hermana Gertruda me está llamando para las oraciones de la tarde. Aunque es una de las monjas más acérrimas y siempre trata de controlarse, noto que está enojada. Los murmullos aparecen y desaparecen independientemente de mí, pero ahora están aquí de nuevo, resbalando en mis oídos y es imposible ignorarlos. Son más fuertes que las llamadas de las hermanas y mucho más difíciles de resistir.



Znalezione obrazy dla zapytania świeca
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Płonąca_świeca_na_stole.jpg


piątek, 18 października 2019

Względna cisza


Głosy… szept, szmer, odległy okrzyk rozpaczy, skrobanie za ścianą, urwany płacz. Te odgłosy towarzyszą mi odkąd pamiętam. Przyzwyczaiłam się już do nich i niekiedy, gdy wokół mnie panuje względna cisza, przyłapuje się na tym, że szukam ich, a gdy nie mogę ich znaleźć w moim małym pokoju lub za zamkniętymi drzwiami, zaczynam zaglądać wewnątrz siebie. Widzicie, te odgłosy stały się znajomą częścią mojego życia. Nadmierna cisza sprawia, że zaczynam myśleć, zastanawiać się nad tym nad czym zastanawiała się, aż do tego samego końca, moja matka – czy aby nie zwariowałam.
Nie lubię takich myśli, bo wiem że nie jestem szalona, ale nie zdołałam przekonać do tego mojej matki, więc wątpię, aby inni mi uwierzyli. Może powinnam była schować się gdzieś indziej, gdzieś gdzie coś się dzieje, gdzie panuje większy zgiełk, wciągający nas w siebie niczym wir, bezpieczny i odwracający naszą uwagę od nas samych i tego, co dzieje się wewnątrz naszych serc i naszych umysłów. Może wtedy myśli nie krępowałyby moich ruchów niczym trująca winorośl oplatająca każdą cząstkę mnie, która nadal pozostaje racjonalna, za każdym razem gdy znajduję się w środku ciszy. Z drugiej strony jestem pewna, że tutaj nikt mnie nie znajdzie, bo kto szukałby mnie w zakonie? Zakonnicą? Ja? Ale właśnie o to mi chodziło. Wiedziałam, że wybrałam dobrze, gdy zamknęły się za mną wielkie, żelazne drzwi i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu usłyszałam ciszę. A potem pojawiły się głosy.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego w ogóle o tym piszę. Nie jestem szalona, ale potrzebuje zebrać wszystko to, co czuje i przelać to „na papier”. Może wtedy lepiej zrozumiem co się ze mną dzieje. Może te wpisy będą pewną formą terapii. Chociaż nie jestem szalona, więc na co mi terapia?

                                                            https://www.maxpixel.net/Old-Door-Portal-Old-Gate-Input-Door-Wood-Goal-2856963