Głosy… szept, szmer, odległy okrzyk rozpaczy, skrobanie za
ścianą, urwany płacz. Te odgłosy towarzyszą mi odkąd pamiętam.
Przyzwyczaiłam się już do nich i niekiedy, gdy wokół mnie panuje względna cisza, przyłapuje się na tym, że szukam ich, a gdy nie
mogę ich znaleźć w moim małym pokoju lub za zamkniętymi
drzwiami, zaczynam zaglądać wewnątrz siebie. Widzicie, te odgłosy stały się znajomą
częścią mojego życia. Nadmierna cisza sprawia, że zaczynam
myśleć, zastanawiać się nad tym nad czym zastanawiała się, aż do tego samego końca, moja matka – czy aby nie zwariowałam.
Nie lubię takich
myśli, bo wiem że nie jestem szalona, ale nie zdołałam przekonać
do tego mojej matki, więc wątpię, aby inni mi uwierzyli. Może
powinnam była schować się gdzieś indziej, gdzieś gdzie coś się
dzieje, gdzie panuje większy zgiełk, wciągający nas w siebie
niczym wir, bezpieczny i odwracający naszą uwagę od nas samych i
tego, co dzieje się wewnątrz naszych serc i naszych umysłów. Może
wtedy myśli nie krępowałyby moich ruchów niczym trująca winorośl
oplatająca każdą cząstkę mnie, która nadal pozostaje
racjonalna, za każdym razem gdy znajduję się w środku ciszy. Z
drugiej strony jestem pewna, że tutaj nikt mnie nie znajdzie, bo kto
szukałby mnie w zakonie? Zakonnicą? Ja? Ale właśnie o to mi
chodziło. Wiedziałam, że wybrałam dobrze, gdy zamknęły się za
mną wielkie, żelazne drzwi i po raz pierwszy od bardzo długiego
czasu usłyszałam ciszę. A potem pojawiły się głosy.
Pewnie zastanawiacie
się, dlaczego w ogóle o tym piszę. Nie jestem szalona,
ale potrzebuje zebrać wszystko to, co czuje i przelać to „na
papier”. Może wtedy lepiej zrozumiem
co się ze mną dzieje. Może te wpisy będą
pewną formą terapii. Chociaż nie jestem szalona, więc na co mi
terapia?
https://www.maxpixel.net/Old-Door-Portal-Old-Gate-Input-Door-Wood-Goal-2856963

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz